PIĄTEK TRZYNASTEGO

wierzycie w pecha?
- ja wierzę,
wierzę też w szczęście, które powinno zasadniczo równoważyć pecha ;p
wierzę, że ktoś może być w czepku urodzony, a ktoś inny - nie
ale wiem także, wręcz jestem o tym święcie przekonana, że na naszego pecha wpływa nasze zachowanie, ogólne ogarnięcie i spostrzegawczość ;p

bo czy mogłoby się to inaczej potoczyć, gdybym np. zajrzała do jeansów męża zanim wstawiłam pranie?
i znalazła w kieszeni papierową chusteczkę higieniczną?
a tak wyprałam wszystkie czarne rzeczy z ową chusteczką i po wyjęciu z pralki wszystko było pokryte białymi, mikroskopijnymi papierowymi paprochami! :) super!
A to pech!

ps. dodam, że Mąż sam miał opróżniać kieszenie przed praniem ;p

albo inna historia
jak byłam mała, bardzo mała, lubiłam przełazić przez płoty (z chłopakami oczywiście), a moja Mama bardzo chciała, aby córeczka była córeczką w spódnicy :) więc córeczka w spódnicy, bardzo to niepraktyczne, jak się przez płoty przełazi! - przelazła przez płot, tylko pech chciał, że na jedną ze sztachet idealnie zahaczyła się falbana spódnicy i zawisłam na płocie sąsiadów!

takich historii mam mnóstwo! ;p

- a Wy? 
byłoby fajnie jakbyście zechcieli podzielili się ze mną 
i innymi czytelnikami jedną historią z pechem w tle!





8 komentarze:

  1. Twój wpis dał mi do myślenia:) Generalnie w pecha jako takiego nie wierzę....bo czym jest pech? Czy tym wszystkim, co się nam przydarza i nie jest zgodne z naszymi oczekiwaniami? Na pewno zgadzam się z tym, że sami troszkę mamy wpływ na to czy pech dominuje w naszym życiu czy tylko się czasami zdarza - w jakimś sensie nasze zachowanie decyduje o tym jak często pech się pojawia...Podobnie ze szczęściem...Pięknie napisałaś, że szczęście powinno równoważyć pecha. W sumie pewnie tak jest:) W pecha nie wierzę a wszelkie przeciwności, które się pojawiają w moim życiu staram się "przekuć" na pozytywne doświadczenia. Wszak każda pechowa sytuacja czegoś nas uczy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Niby nie wierzę w piątek trzynastego....ale dziś właśnie rozwalił mi się samochód na drodze....i jak tu nie wierzyć w pecha :-(((
    Pozdrawiam.
    Świetny blog!

    OdpowiedzUsuń
  3. Urodziłam się w piątek trzynastego. Chyba wystarczy? ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. hmmm... pecha miałam, gdy jako bardzo żywa i ruchliwa 6-latka utknęłam z przyjaciółką na dachu 10-piętrowca.... oj co....koniecznie chciałam zobaczyć świat z góry... a gdy już nam się znudziło i chciałyśmy wrócić do zabawy na podwórku to okazało się, że drzwi się zatrzasnęły.... zaczęłyśmy krzyczeć i płakać i - na szczęście - usłyszał mnie brat :) wszystko dobrze się skończyło :)

    OdpowiedzUsuń
  5. A mój piątek chciał być pechowy ale się nie dałam - zaczęło sie od braku świstka przy rejestracji auta (wyprawie ponowionej) a skończyło na sympatycznej pogawędce z panem urzędnikiem o starych czasach gdzie dzieci mogły omówić bajkę z wczoraj bo była tylko jedna, lub z wypiekami na twarzy skomentować kolejny odcinek zakazanego przez katechetę serialu"ptaki ciernistych krzewów"...to miło, że w urzędach bywa sympatycznie.

    OdpowiedzUsuń
  6. w każdym przypadku, najważniejszy jest
    HAPPY END :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz ★